wtorek, 29 grudnia 2015

Dubel.

Pamiętam dobrze jak dwadzieścia lat temu marzyłam o dorosłości. Bycie kobietą kojarzyło mi się z butami na obcasie, czerwoną szminką, burzą loków, bluzką na poduszkach i garsonką. Może dzisiaj moje małoletnie pragnienia wydają się być nieaktualne, ale na początku lat dziewięćdziesiątych marzyła o tym niejedna dziewczynka! Od ponad dekady mogę się pochwalić legalnym dowodem osobistym i nie mam ani trwałej na głowie i tym bardziej nie marzę o bluzce poszerzającej mnie w ramionach. Moje dzieciństwo wydaje się być odległym wspomnieniem, dojrzałość zaś jawi mi się jako czas, który ma dopiero nastąpić. Jestem już dorosła i prowadzę zupełnie dorosłe życie, ale wciąż czuję w sobie tę dziewczynkę sprzed dwudziestu lat. Z tą różnicą, że nie zależy mi na tym by wyglądać dojrzale. Spoglądam na siebie w lustrze i myślę, że mam jeszcze na to czas!


sobota, 12 grudnia 2015

Sezon na misia! Jak uszyć kieszeń w kształcie misia.

Krzysztof wraz z opanowaniem umiejętności chodzenia, obudził w sobie zamiłowanie do przenoszenia wszystkich przedmiotów z kąta w kąt. Wykorzystałam jego nowe zainteresowania i pierworodny pomaga mi już znosić czyste pranie z łazienki oraz zużytą pieluszkę w jedynym, słusznym kierunku. Krzysztof nosi też wszędzie ze sobą ulubionego pluszowego przyjaciela. Czasem pluszak wypada mu z rąk, kiedy w pobliżu znajdzie się ciekawszy obiekt, czasami gubi się pod stertą zabawek. Od dziś jednego misia będzie miał zawsze przy sobie.


piątek, 4 grudnia 2015

Do biegu, gotowy, start!

Odkąd Krzysztof porzucił ideę chodzenia na czworakach i opanował trudną sztukę balansowania
na dwóch nogach, wszystko stało się nieco bardziej skomplikowane. Pierwszy niepewny krok ku samodzielności zainicjował erę ekspansji Krzysia we wszystkie zakamarki mieszkania.
Z początku chwiejne kroki w stylu tuptającego pingwina przerodziły się w sprawne i całkiem bezkolizyjne chodzenie. Nie musieliśmy długo czekać, aż Krzysztof pójdzie o krok dalej i rzuci się do biegu. 
Bieganie, a raczej uciekanie, jest obecnie najlepszą zabawą w mniemaniu Krzysztofa. Idealną szansą do ucieczki są czynności około pieluszkowe, przypadkowo schwytany przedmiot lub zmiana garderoby. Przebieranie się, jest dla niego złem w czystej postaci, natomiast zakładanie tzw. ciapci, używając oryginalnego Krzysiowego nazewnictwa, to po przebudzeniu rytuał obowiązkowy. 
Krzysztof zaliczył tej jesieni skok ewolucyjny. Rozwija się w tempie porównywalnym do osiąganych przez niego prędkości. Rośnie mi drugi Pan P., a że razem stanowią jedyny w swoim rodzaju duet, uszyłam Krzysztofowi bluzę pasującą do najnowszego ciucha taty. 


wtorek, 24 listopada 2015

Zwykła / niezwykła.

W życiu nie wszystko idzie zgodnie z planem. Są dni, kiedy obowiązków domowych jest więcej niż wolnego czasu, zupa jest przesolona a kluczyki do samochodu giną w niewyjaśnionych okolicznościach. Daleko mi do perfekcji. Wierzę jednak, że to nasze wady a nie zalety nadają nam charakteru. Wciąż uczę się traktować błędy i wpadki z humorem.
Przy maszynie do szycia też nie wszystko idzie po mojej myśli. Uszyłam zwykłą, szarą bluzę na chłodniejsze dni. Chciałam, żeby była nieco niezwykła i wycięłam w tyłu łezkę. Miałam uzasadnione obawy, że łezka mi się nie uda. Obyło się bez łez ale było blisko.

bluza z dresówki

wtorek, 3 listopada 2015

Męska rzecz!

Kiedy domowe pielesze zdominuje testosteron, warto być na czasie z męską modą. Podczas gdy mój mały mężczyzna co chwilę dostaje coś własnoręcznie uszytego przeze mnie, ten większy zaczął dopominać się o swoją kolej. I wiecie co? Dojrzałam do tego, by uszyć ciuch dla dojrzałego mężczyzny!

Gdy mówię o moim małżonku, mówię "Cały Pan P!", bo nie ma bardziej zabawnego człowieka niż On. Wczesnym porankiem, kiedy uświadamiam sobie, że głośne "Mama!" kierowane jest do mnie i kiedy próbuję dociec jaki mamy dzień tygodnia, małżonek już przystępuje do sypania żartami z kategorii "suchar dnia". Nie znam bardziej kreatywnej osoby niż Pan P. Na dowód tego dodam, że połowa dowcipów opowiadanych przez niego jest autorska. Nie ma pod słońcem nikogo tak wymagającego jak Pan P. Domowy kontroler jakości wyłapie każdą niedoróbkę w garderobie Krzysztofa, która wyszła spod mojej igły i chociaż o szyciu nie ma zielonego pojęcia, w razie potrzeby bez ogródek stwierdza, że muszę coś poprawić.
O Panu P. mogłabym pisać bez końca. Mówi się, że kobiety są skomplikowane, ale to właśnie mój małżonek jest nieskończenie złożony. A ja znam wszystkie jego składniki.

szyjemy męską bluzę

niedziela, 11 października 2015

Portki w kolorze blue.

Spodnie dresowe to najwygodniejsze portki jakie wymyśliła nasza cywilizacja. Niejeden z nas marzy, by dress code w pracy polegał na noszeniu dresów. O ile dla dorosłych ten element ubioru oznacza zbliżający się odpoczynek, to dla dzieci dres to absolutne minimum niezbędne do nieskrępowanego niczym fikania koziołków, stania na głowie i pozostałych szaleństw.
Śmiem twierdzić, że szycie z dresówki idzie mi całkiem nieźle. Dresy zaczęły panoszyć się w szafie Krzysia wraz z początkiem jesieni i zmonopolizowały jego całą garderobę.
Czas na małą odmianę. Czas na portki w kolorze blue!

szycie jeansu

piątek, 25 września 2015

Lew podłogowy.

Wieszczyłam nadejście jesieni i oto nadeszła. Zamiast stąpać po pięknych rudych liściach i trzeszczących kasztanach, tkwimy w okopach chusteczek w ciepłych skarpetach, popijając syrop na kaszel. Jak to się stało?
Wiecie, że Krzysztof poszedł między ludzi? Poszedł kilka razy, ale zamiast kicać entuzjastycznie w żłobie z towarzyszami niedoli w takt piosenki o misiach i autobusach, zbija teraz bąki w domu. Było tak: kiedy Krzyś pogodził się już z nowym stanem rzeczy i odkrył, że chodzenie do żłoba to nie jest okazjonalna przygoda, przechytrzył system i postanowił przejść do ofensywy. Przywlókł do domu wirusa nazywanego w profesjonalnych kręgach medycznych  żłobkowym glutem i zaraził po kolei: siebie, mnie, Pana P, i na końcu znowu siebie. Tak więc nasze małe, ale dynamicznie przemieszczające się epicentrum choroby znowu żyje w przekonaniu, że do żłobka chodzi się raz na dwa tygodnie.



sobota, 5 września 2015

Kilka odcieni szarości.

Nadeszła szarzyzna. Szaro jest za oknem, szaro w domu, szarość zaczęła opanowywać szafę Krzysztofa. Wszystko za sprawą dresówki w pandy, która debiutowała w postaci bluzy z pagonami. Zostało jej na tyle dużo, że mogłam stworzyć jesienny komplet opatulający okolice buzi Krzysia. Szarości stało się zadość, połączyłam kilka odcieni tej barwy i powstała ciepła czapka i chustka, w sam raz na burą pogodę.

czapka z dresówki i apaszka z minky

piątek, 28 sierpnia 2015

Pandy kontratakują.

Zaradna mama to taka, która gromadzi jesienne ciuchy, kiedy termometr wskazuje trzydzieści stopni w cieniu. Wie, że pogoda bywa podstępna, więc mama nie da się zaskoczyć atakiem jesieni. Zanim dzień będzie witał ją i dziecko zimnym porankiem, a sierpniowe upały zmienią się w jesienną pluchę, będzie przygotowana na każdą niepogodę. 
Jak postanowiłam, tak zrobiłam i uszyłam Krzysiowi bluzę!
Dresówka w kubistyczne pandy otoczone strzałkami przywołała we mnie militarne skojarzenia. Chociaż nie ma większej pacyfistki ode mnie, to na cel wzięłam sobie bojową konwencję i przypieczętowałam to pagonami na bluzie. Prawdziwy kontratak przeciwko jesiennej aurze!

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Hu hu!

Odkryłam niedawno Pinterest. Tym samym wyszłam z epoki kamienia łupanego i zanurzyłam się w bezkresnym morzu wirtualnego uzależnienia od  kopalni inspiracji i pomysłów, którą niewątpliwie jest ten serwis. Gdybym nie miała dziecka, męża, obiadu do ugotowania, sterty prania oraz innych obowiązków wymagających natychmiastowej interwencji managera domu, to siedziałabym na Pintereście dzień i noc bez przerwy.
Po wstępie uzewnętrzniającym moje uzależnienie od Pinterestu czas wyjawić powody mojego pitu pitu. Otóż, są rzeczy, które raz zobaczone trzeba po prostu mieć! Mniejsza z tym, czy są potrzebne czy nie, jeśli jakiś przedmiot rzuci na nas czar to mimo, że nasz wewnętrzny pragmatyk puka się w głowę i tak pałamy żądzą posiadania.
Ja dla przykładu zachciałam mieć sowe. Na co mi sowa? A no na nic. W tym sęk, że zobaczyłam na tym przeklętym Pintereście tak słodką sowę, że musiałam sobie taką uszyć.


poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Kolorowych snów!

Z samego rana przedszkolaki czy też raczej żłobiaki opanowały plac zabaw przed moim blokiem. Przysięgam, że obrotowa karuzela jest w stanie pomieścić całą grupę w liczbie około 10 sztuk. Wszystkie na raz krzyczały "Plosę Pani! Plosę Pani!", a Panie do których dzieciarnia artykułowała wypowiedzi zdawały się ogarniać całe zgromadzenie. Chwilę potem dzieci rozbiegły się po placu w celu zjadania piachu, zrzucania się nawzajem z bujanego konika oraz podobnych, rozwijających zajęć, a ja stałam na balkonie z ręcznikiem na głowie i wyobrażałam sobie Krzysztofa, który już za miesiąc będzie siał jeszcze większe spustoszenie w żłobie.


środa, 5 sierpnia 2015

Pora na bezrękawnik.

Sztuka przewidywania to umiejętność, którą każdy rodzic nabywa wraz z pojawianiem się bobasa w domu. Funkcja domowego jasnowidza pomaga w pozornie bezpiecznym otoczeniu dostrzec złośliwy kant stołu, który tylko czeka aby nabić dziecku guza. Nie łudzę się, że jeden guz dziennie to zasada, potomek z łatwością znajdzie sposobność by za kilka minut nabić sobie drugi. 
Torba spacerowa Krzysztofa zaopatrzona jest lepiej niż przeciętna damska torebka, jej zawartość pozwala przeżyć zarówno burzę śnieżną jak i dzień w tropikach. Po jednym spojrzeniu mojej latorośli wiem też, że obiad prędzej wyląduje na mojej bluzce niż w jego układzie pokarmowym . 
Wszystko sprowadza się do przewidywania. I kiedy żar leje się z nieba, gdy kolejny raz przeklinam  lato w mieście i marzę o morskiej bryzie, zastanawiam się już nad jesienną garderobą syna.


środa, 22 lipca 2015

Melonik i wąs.

Ladies and Gentlemen! Coś mi się obiło o uszy, że zarost na twarzy znów jest w modzie. Nie od dziś wiadomo, że Krzysztof nie opiera się trendom. Rozwieje Wasze wątpliwości - nie, Krzyś nie zaczyna jeszcze porannej toalety od golenia owłosienia na twarzy, tylko jego mama ma postępującą obsesję na punkcie szmatek. Szczególnie tych wąsatych!

Dzianinę w meloniki i wąsy chomikowałam w szafie od maja. Powstała z niej wtedy czapka (o taka!) a potem zabrakło mi natchnienia by wykorzystać pozostałą część materiału. Jako, że Krzysztof przemierza mieszkanie z zawrotną prędkością jeszcze w pozycji na czworakach i najbardziej kontuzjowane są zazwyczaj jego nogi, postanowiłam uszyć letnie portki za kolano.


piątek, 10 lipca 2015

O małym człowieku z wielkim charakterem.

Dzisiejszy post inauguruje literka K. K jak Krzysztof. Dziś moje dziecię kończy rok!
Ten przełomowy moment to nie tylko znak, że i mi przybył rok więcej, ale przede wszystkim okazja do zastanowienia się jakim cudem ten czas minął jak mrugnięcie okiem... Czy to przez stan przewlekłego niewyspania coś mi umknęło i Krzysztof z dnia na dzień urósł 40 cm wzdłuż i parę kilo wszerz? Oficjalnie potwierdzam, dziecko mi dorasta.


piątek, 3 lipca 2015

Minky i dziewczynki.

Będziecie uradowani, gdyż dziś będzie krótko, zwięźle i na temat. Rodzice pewnej małej dziewczynki wybrali cudną bawełnę i minky, a Ciocia Ania podjęła się uszycia kocyka dla małej damy. Kochani, chyba nie czytacie mojego bloga... gratuluję odwagi!
Jako matka chłopca, otoczona zewsząd mężczyznami, spragniona byłam różu i dziewczęcego wzoru. Miło było mi rzucić się choć raz w otchłań kobiecych kolorów i z ogromną przyjemnością stworzyć kocyk dla małej niewiasty.



poniedziałek, 29 czerwca 2015

Recykling i powrót do przeszłości.


Historia mody kołem się toczy, to co nosiliśmy w latach naszego dzieciństwa wraca w nieco odświeżonej wersji. Przeglądając Burdę dla dzieci przypomniałam sobie lata 90-te i spodenki ortalionowe z lekcji wychowania fizycznego, których nie cierpiałam! Gwoli ścisłości: nie znosiłam i wuefu i ortalionu!
Tak ogarnął mnie sentymentalny nastrój wspominając ciuch z przeszłości, że Krzysiowe majtki - plażowiczki uszyłam z ciążowej bluzki. 

niedziela, 21 czerwca 2015

Ptaszki dla pisklaczka.

Matki już tak mają, że zupełnie nie znają umiaru. Kilkanaście identycznych dziecięcych koszulek, półka uginająca się niemowlęcego pożywienia, zapas chusteczek jak na wojnę i sto całusów przed wyjściem z domu to wciąż za mało. Popadamy w przesadę i ten stan może się tylko pogarszać. Uprzedzę pytanie: tak, piszę o sobie!

Pokój dziecięcy to takie miejsce, gdzie rodzic bezkarnie puszcza wodze fantazji. Wnętrze może być zalane toną słodyczy. Jak już wszystko będzie pastelowe, można z dumą patrzeć na swoje jeszcze słodsze dziecko zlewające się z taflą cukru w jedno... Można też pstrokacić bez umiaru - tu groszki, tam szlaczki, a tam jeszcze pirat z jednym okiem, bo też nam się spodobał. Możliwości jest wiele. Mogłoby paść kolejne pytanie, wiec zawczasu wyjaśnię: tak, łapię się w obie te kategorie!

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Uśmiech spod wąsa.

"Wnet porzućcie wszelkie pląsy, pierwsze skrzypce grają wąsy" rzekł Pan P., nasz nadworny wieszcz.

Owe wąsy czekały w kolejce na szycie dobry miesiąc. Kiedy leżały odłogiem, ja szlifowałam umiejętność zmniejszania swoich za dużych ubrań, które zalegały w szafie, Krzysztof zaś doskonalił sztukę brudzenia koszulek na czas. Tym sposobem potomek niewerbalnie zakomunikował mi, że nadszedł moment, by stworzyć pierwszy, najprawdziwszy t-shirt!

wtorek, 2 czerwca 2015

Mewy i horror w tle.


Postanowiłam, że uszyję Krzysztofowi dres. Plan był taki: szyję dopasowane spodnie joggery i bluzę oversize z asymetrycznym zapięciem na guzik i raglanowymi rękawami. Jak debiutować to z przytupem!
Na nic ostrzeżenia Pana P, że nie mam wykroju i takie tam. Chwyciłam za nożyczki i z szaleństwem w oczach wycięłam portki. Szycie poszło jak po maśle. Już nazajutrz pierworodny testował radośnie spodnie, wycierając nimi piach z huśtawki i kurze pod stołem.


wtorek, 26 maja 2015

Spódnica akwarelą malowana.


Czas pokazać nogi drogie Panie! I to nie ważne gdzie, na spacerze za rączkę z mężem, na placu zabaw z bobasem, czy pod warzywniakiem. Wraz z nadejściem ciepłej aury trzeba przetrząsnąć szafę w poszukiwaniu ciucha, który zamanifestuje gotowość na wiosnę. A jak się nie ma, to trzeba uszyć!

I dzisiejszy post jest o tym, że nie samym dzieckiem matka żyje. Albo raczej: nie tylko dla dziecka matka szyje...



wtorek, 19 maja 2015

Zajęcze zajęcie.


Gdy niespełna roczne niemowlę postanawia przespać prawie cały dzień to należałoby: po pierwsze - wyspać się razem z nim. Po drugie -  zapamiętać ten stan na wsze czasy, bo to raczej się nie powtórzy. Po trzecie: w końcu zająć się sobą. Można też zasiąść przy maszynie i ze znalezionego w szafie skrawka materiału pościelowego (który skutecznie odciągnął mnie od spania) stworzyć coś dla śpiocha.
Tego dnia wygląd mojego syna idealnie komponował się ze wzorem materiału. Co prawda kropki na jego małym ciałku nie układały się tak symetrycznie jak na tkaninie, był to znak, że są dla siebie stworzeni. Krzyszof i coś, co za chwilę przeistoczyło się w zająca.

Zając przytulak w środowisku naturalnym

czwartek, 7 maja 2015

Mały zawrót głowy.

Nie mam co na siebie włożyć. To zdanie prześladuje niejednego mężczyznę i zwiastuje zakupy. Czy to najgorsze co można usłyszeć z ust kobiety? Nie! Gorzej jest, gdy matka nie ma w co ubrać potomstwa... Nie tragizujmy już. Zaistniała pilna potrzeba uszycia nakrycia głowy dla dziecka, to idźmy na zakupy!

środa, 29 kwietnia 2015

Liski, minky i mocne nerwy.

Uszyć kocyk dla niemowlęcia - niby nic trudnego. Zszyć dwa niewielkie kawałki materiału i voila!
Wybierając tkaniny na kocyk zwracałam uwagę na ich jakość, cenę i oczywiście wzór. Odpowiednia gramatura materiału minky i drukowanej bawełny będzie gwarancją tego, że kocyk przetrwa wielokrotne pranie i posłuży na dłużej. Liskami zauroczyłam się od razu, dobrałam do nich seledynowe minky i kolorowe tasiemki w grochy.


Krzysztof w roli wdzięcznego modela

    /    t

Instagram