wtorek, 2 czerwca 2015

Mewy i horror w tle.


Postanowiłam, że uszyję Krzysztofowi dres. Plan był taki: szyję dopasowane spodnie joggery i bluzę oversize z asymetrycznym zapięciem na guzik i raglanowymi rękawami. Jak debiutować to z przytupem!
Na nic ostrzeżenia Pana P, że nie mam wykroju i takie tam. Chwyciłam za nożyczki i z szaleństwem w oczach wycięłam portki. Szycie poszło jak po maśle. Już nazajutrz pierworodny testował radośnie spodnie, wycierając nimi piach z huśtawki i kurze pod stołem.




Historia portek zakończyła się happy endem. Bluzę szyłam przez długie kilowatogodziny, napięcie rosło jak u Hitchcocka. Oglądaliście "Ptaki"? Opiszę Wam pokrótce moją wersję. Mewy sprawiły, że wzbiłam się na szczyty mojej dotychczasowej krawieckiej kreatywności i awansowałam z poziomu "początkujący" na "nieco zaawansowany". Kiedy skończyłam, euforia i duma wypełniły mnie jak hel urodzinowy balonik.







Uniosłam się ze szczęścia pod sufit. Serio! A potem model Krzysztof przymierzył rzeczony ciuch, napięcie opadło, ja natomiast spadłam z hukiem na ziemię z poczuciem klęski! Raglan mnie znokautował! Mewy mnie pokonały! Rękawy były za wąskie, podkrój szyi za szeroki. Oversize w moim wydaniu to nie najlepszy krój dla niemowlęcia.

Przez kilka dni trawiłam w sobie tę porażkę. Zdecydowałam się jednak na sequel "Ptaków" i zdekonstruowałam bluzę na części pierwsze. Zmniejszyłam podkrój szyi, obcięłam rękawy. Niestety nie miałam więcej materiału by uszyć nowe, szersze, więc ratowałam to, co zostało. Zrezygnowałam też, z zapięcia na guziki. Parę godzin ścinania, zmniejszania ściągacza przy szyi, prucia, ponownego wszywania ściągacza oraz kilkunastu przymiarek na Krzysiu dało taki rezultat.



Po ptasich perturbacjach do moich kluczowych umiejętności, nabytych przy obszywaniu syna i siebie, obok prucia mogę doliczyć przerabianie. Pozostając w filmowym klimacie zacytuję: "Jak się nie wywrócisz, to się nie nauczysz!". Moje krawieckie potknięcia nie zdołały mnie skutecznie zrazić do maszyny i nożyczek. Ostrzegam, będę szyć więcej!










12 komentarzy:

  1. Świetnie z tego wybrnęłaś! Komplet wygląda świetnie :)

    Zapraszam do mnie :) również coś tworzę w wolnych chwilach :) i dodaję do obserwowanych :)
    http://petitmaddie.blogspot.com/2015/06/afternoon-walk.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że dresik udało się uratować!

      Usuń
  2. Koniec końców wyszło naprawde superowo po tych wszystkich perypetiach :) Muszę Ci powiedzieć, że bardzo podoba mi się dobór kolorów we wszystkich Twoich uszytów z bloga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię, gdy mój synek ubrany jest kolorowo. Jest jeszcze w tym wieku, że to ja mogę wybrać mu garderobę, więc szaleję z różnymi połączeniami.

      Usuń
  3. Jak na szycie z dużymi przebojami, to efekt jest bardzo fajny :) Szkoda, że zrezygnowałaś z tego zapięcia z boku, bo bardzo mi się takie podobają :) Niestety z uwagi na lekki nadmiar ciuchów a szafie mojego Młodego póki co nie mogę się za takie zabrać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jeszcze kiedyś uszyję bluzę z zapięciem z boku. Doświadczenie już małe mam w tym temacie. Może drugie podejście do bluzy będzie udane...

      Usuń
  4. Nie bądź dla siebie taka surowa, wyszło Ci bardzo ładnie. Jeśli nawet nie jesteś zadowolona z rezultatu, to jak inaczej nabrać wprawy i szyć z wykrojów "na oko", jak nie właśnie metodą prób i błędów? Powiem Ci, że uwielbiam szyciowe eksperymenty i w tej kwestii masz we mnie sojuszniczkę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio porzuciłam szycie "na oko" na rzecz szycia z wykroju. Nie umiem szyć wg gotowej instrukcji, więc biorę z wykroju wyłącznie bazę, a reszta jest już moim szaleństwem.

      Usuń
  5. Zapisuje się do ciebie na korepetycje z wszywania sciagacza. Nie wiem jak to Ci tak równo wychodzi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym móc napisać coś mądrego ale prawda jest taka, że nie wiem jak to robię. Wysyłam do ściągacza dobrą energię, może to o to chodzi? :-)

      Usuń

Piszę dla Ciebie, więc będzie mi miło jeśli zostawisz po sobie ślad w formie komentarza.

    /    t

Instagram