poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Hu hu!

Odkryłam niedawno Pinterest. Tym samym wyszłam z epoki kamienia łupanego i zanurzyłam się w bezkresnym morzu wirtualnego uzależnienia od  kopalni inspiracji i pomysłów, którą niewątpliwie jest ten serwis. Gdybym nie miała dziecka, męża, obiadu do ugotowania, sterty prania oraz innych obowiązków wymagających natychmiastowej interwencji managera domu, to siedziałabym na Pintereście dzień i noc bez przerwy.
Po wstępie uzewnętrzniającym moje uzależnienie od Pinterestu czas wyjawić powody mojego pitu pitu. Otóż, są rzeczy, które raz zobaczone trzeba po prostu mieć! Mniejsza z tym, czy są potrzebne czy nie, jeśli jakiś przedmiot rzuci na nas czar to mimo, że nasz wewnętrzny pragmatyk puka się w głowę i tak pałamy żądzą posiadania.
Ja dla przykładu zachciałam mieć sowe. Na co mi sowa? A no na nic. W tym sęk, że zobaczyłam na tym przeklętym Pintereście tak słodką sowę, że musiałam sobie taką uszyć.



Sowa, którą stała się moją inspiracją była stuprocentowo filcowa. Filc wielbię i wielbić będę przede wszystkim za łatwość obróbki i wszechstronne zastosowanie, ale ma jedną wadę - nie jest szalenie miły w dotyku. Ciałem sowy stał się zatem skrawek minky wypchany kulką sylikonową, który został mi po szyciu Krzysiowego kompletu do żłoba. Brzuszek uszyłam z bawełny, a dokładnie z fragmentu skorupki ślimaka. Pozostałe części to rzecz jasna filc. Pisałam już kiedyś o mojej rzadkiej i niespotykanej zdolności wyszywania (o tu!). Śmiem twierdzić, ze robię postępy, oczy sówki są zbliżone do efektu, który chciałam uzyskać.

Chociaż sowa powstała z niepraktycznych pobudek, pod koniec szycia postanowiłam nadać jej istnieniu głębszy sens i mianowałam ją na klucznika. Za jej czupryną doszyłam wstążkę do zamocowania kółeczka i tak sowa stała się breloczkiem i zamieszkała na stałe w mojej torebce. Nie muszę przetrząsać już całej zawartości torby w poszukiwaniu kluczy, więc misję uważam za zakończoną sukcesem.
Uff. Tyle paplaniny, by przestawić mikroskopijną sówkę! Oto sowa we własnej osobie. Hu hu!






12 komentarzy:

  1. Przesłodka jejmość sówka! Świetny pomysł na unikatowy brelok!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Waćpani sowa uwiła już gniazdo i wychyla lico tylko wtedy, gdy raczy drzwi mi otworzyć. :-)
      Dzięki! :-)

      Usuń
  2. Podoba mi się taki sposób wykorzystania mikro kawałków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też :-) Nie trzeba inwestować w nowe materiały!

      Usuń
  3. Urocze maleństwo. To kolejny dowód na to, że ścinek wszelkich nie wolno wyrzucać:)
    Pozdrawiam,
    Em

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię marnować materiałów, więc jeśli znajdę czas i natchnienie, to powstanie więcej mikro pluszaków. Sowa jest z podłużnego skrawka minky, a kwadratowy kawałek poczeka na coś dla Krzysztofa.

      Usuń
  4. Pinterest to trochę małe zło;p Ja potrafię siedzieć i skrollowac przez długi czas, wciąąąga szalenie. Ale inspiracji co niemiara.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowna :-) ja az sie boje wchodzic,bo jakos moment mija 3 godzinki-a ile moznaby naszyc za ten czas ;-)

    OdpowiedzUsuń

Piszę dla Ciebie, więc będzie mi miło jeśli zostawisz po sobie ślad w formie komentarza.

    /    t

Instagram