piątek, 25 września 2015

Lew podłogowy.

Wieszczyłam nadejście jesieni i oto nadeszła. Zamiast stąpać po pięknych rudych liściach i trzeszczących kasztanach, tkwimy w okopach chusteczek w ciepłych skarpetach, popijając syrop na kaszel. Jak to się stało?
Wiecie, że Krzysztof poszedł między ludzi? Poszedł kilka razy, ale zamiast kicać entuzjastycznie w żłobie z towarzyszami niedoli w takt piosenki o misiach i autobusach, zbija teraz bąki w domu. Było tak: kiedy Krzyś pogodził się już z nowym stanem rzeczy i odkrył, że chodzenie do żłoba to nie jest okazjonalna przygoda, przechytrzył system i postanowił przejść do ofensywy. Przywlókł do domu wirusa nazywanego w profesjonalnych kręgach medycznych  żłobkowym glutem i zaraził po kolei: siebie, mnie, Pana P, i na końcu znowu siebie. Tak więc nasze małe, ale dynamicznie przemieszczające się epicentrum choroby znowu żyje w przekonaniu, że do żłobka chodzi się raz na dwa tygodnie.



sobota, 5 września 2015

Kilka odcieni szarości.

Nadeszła szarzyzna. Szaro jest za oknem, szaro w domu, szarość zaczęła opanowywać szafę Krzysztofa. Wszystko za sprawą dresówki w pandy, która debiutowała w postaci bluzy z pagonami. Zostało jej na tyle dużo, że mogłam stworzyć jesienny komplet opatulający okolice buzi Krzysia. Szarości stało się zadość, połączyłam kilka odcieni tej barwy i powstała ciepła czapka i chustka, w sam raz na burą pogodę.

czapka z dresówki i apaszka z minky

    /    t

Instagram