piątek, 25 września 2015

Lew podłogowy.

Wieszczyłam nadejście jesieni i oto nadeszła. Zamiast stąpać po pięknych rudych liściach i trzeszczących kasztanach, tkwimy w okopach chusteczek w ciepłych skarpetach, popijając syrop na kaszel. Jak to się stało?
Wiecie, że Krzysztof poszedł między ludzi? Poszedł kilka razy, ale zamiast kicać entuzjastycznie w żłobie z towarzyszami niedoli w takt piosenki o misiach i autobusach, zbija teraz bąki w domu. Było tak: kiedy Krzyś pogodził się już z nowym stanem rzeczy i odkrył, że chodzenie do żłoba to nie jest okazjonalna przygoda, przechytrzył system i postanowił przejść do ofensywy. Przywlókł do domu wirusa nazywanego w profesjonalnych kręgach medycznych  żłobkowym glutem i zaraził po kolei: siebie, mnie, Pana P, i na końcu znowu siebie. Tak więc nasze małe, ale dynamicznie przemieszczające się epicentrum choroby znowu żyje w przekonaniu, że do żłobka chodzi się raz na dwa tygodnie.



Stanęło na tym, że Krzyś kuruje się w domu. Jako typowa istota podłogowa, szoruje w zawrotną prędkością w te i z powrotem po całym mieszkaniu w podwójnych skarpetach, tuli się całym ciałkiem do zimnych płytek na przedpokoju i za nic ma zalecenia lekarskie wygrzewania się w łóżeczku. Nie wiem jak Wy, ale ja w stanie ekstremalnego zmęczenia nie mam siły i tym bardziej ochoty by stawać na głowie, a zaraz potem uciekać ze skradzionym swetrem również na głowie, a Krzysztof owszem ma! Zazdroszczę mu tego i współczuję sobie.
Ad rem! Jest zimno w okolicach przypodłogowych, więc uszyłam pierworodnemu mega poduchę do siedzenia, leżenia i czego tam jeszcze syn nie wymyśli ( a mój umysł nie ogarnie). Weszłam w posiadanie materiałów ze znanej skandynawskiej sieciówki, okazja też się znalazła i powstał lew pogromca choroby!
Poduszkę uszyłam z grubej i dosyć sztywnej bawełnianej tkaniny. O dziwo, materiał łatwo się prasuje i nie gniecie jak tania bawełna. Na warunki podłogowe jest w sam raz. Wyszywane zygzakiem elementy i aplikacje podkleiłam od lewej strony fizeliną. Do środka lwa trafiła kulka sylikonowa. Na końcu przeszyłam po prawej stronie krawędzie poduchy, by wzmocnić szew. Proces naszywania aplikacji jest żmudny, ale efekt nagrodził mi  nocne godziny spędzone przy maszynie.

Milion wkuć igły, szpulka nici, dwa metry materiału, kilka godzin i lew spoczął dumnie na dywanie obok głównej jednostki chorobowej, czyli obok Krzysztofa. Żywię nadzieję, że nowy bawełniany drapieżnik, o pozornie łagodnym wyrazie twarzy, przepędzi wirusa z naszego domu. W przeciwnym wypadku pozostanie mi tylko uszyć całe lwie stado. Rrrr!





28 komentarzy:

  1. Świetny lew :D Moja Niunia uwielbia takie poduchy :) Jak prawdziwa dama woli siedzieć na czymś niż na podłodze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wie co dobre! Mamusiu, łap za maszynę i szyj! :-)

      Usuń
  2. Piękny lew! I świetny pomysł, chyba podpatrzę.. Ekhm zainspirowana Twoim lwem uszyję mojemu Misiowi jakąś podłogową poduchę, bo też lubi takie :) Zdrowiejcie szybko! PS. u nas bez żłóbka, a i tak gile ciekną do samej ziemi.. całej naszej trójce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Waszej trójce zdrówko też się przyda! Najlepsze pomysły przychodzą do głowy spontanicznie. Nie można tylko pozwolić by z tej głowy umknęły, więc trzeba szybko przemienić je w rzeczywistość!

      Usuń
  3. Uroczy lewek ;-) z chęcią bym taką uszyła, ale nie mam żadnego dzieciaczka w rodzinie/wśród znajomych, którego mogłabym obdarować.. Więc na razie przypnę na Pinterest u kiedyś wrócę do niego :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno znajdzie się w końcu okazja do uszycia podłogowej poduchy dla malucha:-)

      Usuń
  4. Świetna poducha i niech lew bierze się do roboty i przegania zarazy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i nie przegonił! Mało tego, przyplątały się inne zarazy... Nie mam miejsca w domu dla całej lwiej watahy :-)

      Usuń
  5. Świetna ;) I widać, że się bardzo spodobała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Lew dostaje nawet specjalne całusy od właściciela!

      Usuń
  6. Lew jest bardzo przytulaśny,super pomysł i świetne wykonanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Lew został ujarzmiony i lubi się przytulać:-)

      Usuń
  7. Cudowne! Gdyby tylko Mój Maluch chciał siedzieć podczas zabawy na takim lewku, a nie na zimnej podłodze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzyś bawi się lwem na różne sposoby, a do siedzenia poducha służy mu okazjonalnie. Najważniejsze, że się polubili i lew nie leży porzucony w kącie!

      Usuń
  8. Super lew ! Moja Hania również więcej czasu spędza w domu niż w żłobie :) Ślemy
    pozdrowienia dla kolegi z grupy od Skakanki ;) i zapraszamy na www.hankaskakanka.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrowienia od Krzysia dla Hani! :-)

      Usuń
  9. Świetna poducha! Chciałam mojej córeczce uszyć pufkę, ale taka poducha będzie chyba praktyczniejsza.
    U nas też na 2 miesiące żłobka były 3 choroby. :( I co z tego, że Zuzka na ogół chętnie tam zostaje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ehh.. Mamy już dosyć chorowania. Czas poprawić frekwencję w żłobku!

      Usuń
  10. Jak zobaczyłam zdjęcie, to myślałam, że to taki wzór na poduszcze, a dopiero później doczytałam, że wszystko jest wyszywane!!! Szacun!!! :D Jestem pod wieeeelkim wrażeniem!

    OdpowiedzUsuń
  11. Lew podłogowy jest cudny :) szczególnie z Krzysiem, który na nim leży ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lew bez Krzysia nie miałby sensu. Krzyś jest tu najistotniejszy!

      Usuń
  12. Super! Na pewno skorzystam z pomysłu! Zapraszam również na mojego bloga: www.macierzynstwo-raz.blogspot.com. Dopiero co zaczęłam przygodę, ale pierwszy tutorial szyciowy już jest! Ponadto opisuje również inne sprawy związane z macierzyństwem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szycie wciąga! Mam nadzieję, że zastaniesz u mnie na dłużej!

      Usuń

Piszę dla Ciebie, więc będzie mi miło jeśli zostawisz po sobie ślad w formie komentarza.

    /    t

Instagram