poniedziałek, 2 stycznia 2017

Matka Polka.

Dzień matki Polki zaczyna się jeszcze w nocy. Podczas gdy ona na wpół przytomna oddaje się porannej toalecie i upiększaniu swej niewyspanej powierzchowności, pozostali domownicy tkwią jeszcze w głębokim śnie, demonstrując to głośnym chrapaniem. Kiedy się budzą, czekają na nich uprasowane ubrania, śniadanie w kuchni i sprawczyni tego cudu, czyli matka- żona w pełnym makijażu.



Potem wszyscy ruszają w kierat. Dorośli do roboty, nieletni do miejsca, gdzie zabawa zmienia się w edukację. Rodzicielka zmierza do pracy, w której osoba matki stanowi główne i największe zagrożenie systemu. Podczas 8 godzin, które mama spędza poza domem, przynajmniej jedna półkula jej mózgu jest nieustannie zajęta myśleniem o zagrożeniach czyhających na niepełnoletniego. To potencjalne ryzyko jest realnym zagrożeniem jej stanowiska.

Powrót do domu nie wygląda lepiej. Matka Polka zmierza w wiadomym kierunku z obciążeniem w postaci siaty oraz dziecka, które na drugie imię ma "Nie!" i celowo, mniej lub bardziej skutecznie, stara się ominąć plac zabaw. Następnie wchodzą do domu i robią slalom przez bałagan jaki zostawili rano, a matka po raz pierwszy na poważnie rozważa ucieczkę. O ile ponownie uda się jej się pokonać drogę do drzwi. 

Charakterystyka każdego domu zamieszkanego przez rodzinę z minimum jednym dzieckiem jest przedziwna. Tutaj urzeczywistnia się mit o bałaganie, który robi się sam, tu zlew opróżnia się z brudnych naczyń tylko na chwilę. Kosz na brudne ubrania nigdy nie świeci pustką, z sufitu na dywan samoistnie spadają okruszki z ciastek, a spod niedawno pomalowanej ściany stopniowo wyłaniają się ślady małych dłoni umoczonych w pomidorowym sosie. Wielu badaczy tego zjawiska jest zdania, że nie ma sensu walczyć z tym stanem, ale matka Polka wciąż nie może tego pojąć.

Jedyne o czym marzy matka, to samotne dwie minuty spędzone w toalecie, ciepłej herbacie oraz porze snu jej dziecka, w trakcie której będzie mogła zrobić cokolwiek bez uczepionego do jej nogi berbecia. Stanie sobie wtedy w spokoju przy garach i będzie jechać na mopie po mieszkaniu. 
Kiedy dziecko pada szczęśliwe na łóżku w wyniku rozładowania baterii, ona zdaje się nie słyszeć cichego "Kocham Cię, mamusiu" wypowiadanego w półśnie. I mimo, że mu odpowiada, to ze zmęczenia czuje tylko jedno. 

Poświęcenie.

To uczycie, gdy robi coś dla dziecka, rezygnując z siebie. Te noce, kiedy zamiast spać czuwa ze strachem w oczach i termometrem w ręce nad śpiącym maleństwem. Te dni, gdy zamiast paść ze zmęczenia na kanapie pozwala dziecku na to, by jeździło po jej głowie wielką koparką i karmiło ją plastikowym jajkiem na twardo. Gdy zamiast zainwestować w coś, co poprawiło by jej humor, kupuje coś dla niego. 
To nie są wybory między życiem i śmiercią. To nie jest poświęcenie. Najzwyczajniej serce nie pozwala jej inaczej. 
To są te momenty, kiedy napawa się widokiem dziecka zjadającego ostatnie ciastko, którego ona nie zdążyła nawet spróbować. To uczucie, kiedy z pięciominutowego snu budzi ją dziecko z piosenką na ustach. To kiedy wtulenie twarzy w jego rozczochrane, pachnące rumiankiem włosy, natychmiast leczą ją z smutku. Kiedy każdy jego uśmiech oznacza sens.

Tak. To jest historia o mnie. Są momenty kiedy daję za wygraną, siadam z poczuciem porażki, typowym dla każdej ch... Pani domu. Chwilowo złej znaczy się. 
Myśli o tym, ile się poświęcam są warte tyle samo, co zawartość pieluszki mojego syna. Przecież, daję z siebie tylko to czego chcę. Gdy patrzę na moich mężczyzn - na tego dużego, któremu strzeliła trzydziestka i naszego dwulatka - unoszę się na 2 metry do góry, pod sam sufit. Bo czego więcej mi potrzeba, jak nie wiecznie roześmianego chłopca z uroczym szelmostwem w oczach i faceta z którym ciągle czuję się jak nastolatka? 

Chyba tylko tego, by codzienność nie przesłoniła mi tego widoku.



Wpis został przygotowany we współpracy z portalem dla kobiet


Jeśli chcesz być na bieżąco z każdym nowym wpisem na blogu zapisz się do powiadomienia e-mail! Link na pasku bocznym →
Nowe artykułu będą trafiały wprost do Twojej skrzynki! 

Nie zapomnij też polubić pastelovenitki na Facebooku i obserwować na Instagramie! Dzięki temu pozostaniemy w kontakcie!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Piszę dla Ciebie, więc będzie mi miło jeśli zostawisz po sobie ślad w formie komentarza.

    /    t

Instagram