wtorek, 7 marca 2017

Black & white

Ten najkrótszy i najkonkretniejszy wstęp przejdzie z pewnością do skromnej historii mojego bloga.
Tadam, tadam! Panie i Panowie, przywitajcie się z moimi pierwszymi, pełnowymiarowymi, własnoręcznie uszytymi jeansami!


Tak naprawdę nazywając szumnie te spodnie jeansami posłużyłam się tanim chwytem marketingowym. Wierzę, że przymkniecie na to oko, ale tak naprawdę uszyłam tregginsy. W mojej subiektywnej ocenie jest to najwygodniejszy model spodni kobiecych jaką zdołała wynaleźć ludzkość. Są mega dopasowane, ale mocno elastyczne, imitują spodnie, ale nie wrzynają się w kobiece fałdki po zjedzeniu o jednej bułki za dużo. Tregginsy mają jeszcze jedną cechę, która sprawia, że nogi wydają się być dłuższe, a sylwetka wyższa - mianowicie mają wysoki stan! Pas w talii czyni cuda, zrobi modelkę nawet ze mnie, a pamiętajmy wszakże Drogie Panie, że opanowana do perfekcji sztuka iluzji to coś, z czym się po prostu rodzimy.

Garść konkretów. Oszukane spodnie uszyłam z elastycznego jeansu w odcieniu grafitowo - melanżowym. Od lewej strony materiał ma pętelki, ale strzępi się i szyje jak jeans. Tregginsy uszyłam używając igły do dzianin i zwykłych nici, bo ten rodzaj jeansu jest niezwykle miękki i cienki. Natomiast kwestia wykroju zasługuje na osobny akapit.

Przekartkowałam wszystkie Burdy jakie miałam na stanie w poszukiwaniu wykroju spodni, które chciałam uszyć. Moim celem, było stworzenie spodni podobnych do tych kilku par, które kupiłam w sieciówkach. Za bazę posłużył wykrój nr 127 z Burdy 5/2015, który doszczętnie zmodyfikowałam, pozbywając się zakładek, zmieniając przednie kieszonki i zwężając nogawki. Z rzeczonego modelu pozostały tylne kieszenie, fałszywy rozporek i guma w pasie. I tak oto z Burdowego rozmiaru 34 został chyba rozmiar 0, co mi nawet schlebia, chociaż noszę 36.
Ze względu na obcisły krój przednie kieszonki nie mają worka (bardzo brzydko się odznaczały pod cienkim materiałem). Od siebie dodałam jeszcze karczek z tyłu, który podkreśla to, co powinien. Jeśli spodnie opinają ciało, to niech przy tym jeszcze eksponują to co trzeba!
Będę szczera i przyznam, że przy tych pseudo jeansach urobiłam się po łokcie. Począwszy od wykroju, nad którym spędziłam cały wieczór na detalach kończąc. Jeśli przeliczyłabym kilowatogodziny spędzone nad maszyną to wyszło by na to, że kosztują miliony przed denominacją. A tak naprawdę materiał ustrzeliłam za kilkanaście złotych!

Bluza w tym przypadku robi wyłącznie za dodatek. Uszyłam ją z lekkiej, sweterkowej dzianiny, jest rozszerzana na dole i całkiem nieskomplikowana w kroju. Jedynym urozmaiceniem, który zupełnie nie rzuca się w oczy jest plisa dekoltu, którą skroiłam ze skosu wychodząc z założenia, że czasem warto posłuchać mądrzejszych od siebie.

Mój czarno - biały zestaw to połączenie ubrań, które noszę na co dzień. Zwykła bluza + quasi jeansy. Pytanie tylko, po co szyć takie ciuchy, które z łatwością można kupić w każdym sklepie?
Odpowiedź jest prosta.

Bo mogę!






 

Jeśli chcesz być na bieżąco z każdym nowym wpisem na blogu zapisz się do powiadomienia e-mail! Link na pasku bocznym →
Nowe artykułu będą trafiały wprost do Twojej skrzynki! 

Nie zapomnij też polubić pastelovenitki na Facebooku i obserwować na Instagramie! Dzięki temu pozostaniemy w kontakcie!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Piszę dla Ciebie, więc będzie mi miło jeśli zostawisz po sobie ślad w formie komentarza.

    /    t

Instagram