sobota, 29 kwietnia 2017

Potwory i spółka.

Czy Wam też wydaje się, że im jesteśmy starsi tym dni pędzą coraz szybciej? Ja mam wrażenie, że budzę się pierwszego dnia tygodnia, w środku dnia jest już środa, a w piątek zasypiam z nadzieją, że nazajutrz nie obudzi mnie ponownie poniedziałek. Dla tych, którzy obawiają się, że nie nadążają za kartkami kalendarza, mam jedną radę. Zamiast pozwolić by życie przeciekało Wam między palcami, chwytajcie każdą chwilę. Ktoś mądry powiedział bowiem kiedyś, że życie to suma momentów zapierających dech w piersiach. Ktoś inny wyśpiewał, że w życiu ważne są tylko chwile. Inny wtórując tej logice dodał, że chwila która trwa może być najlepszą z Twoich chwil. Porzućmy więc skrupulatne planowanie każdego dnia - carpe diem i do przodu!



Nie jestem szaloną fanatyczką organizacji czasu, a ten kto wymyślił całe te planowanie miał zdecydowanie zbyt mało jaj, by pójść na żywioł.
Z moich wyliczeń i codziennego bilansu dnia wychodzi mi zawsze wynik ujemny. Zazwyczaj budzę się spóźniona, a do pracy wchodzę w najlepszym przypadku za minutę ósma. Ciągle się śpieszę i jeszcze intensywniej nie wyrabiam się na zakrętach. Aby ze wszystkim zdążyć domowe obowiązki kondensuję maksymalnie. Chwilę dla siebie wyceniam na jeden w tygodniu gotowy obiad ze sklepu albo na nieumytą podłogę. Ciężko mi w tym pękającym w szwach grafiku upchnąć pisanie, a szycie postanowiłam realizować w trybie nadliczbowym przeznaczonym na sen. Mogłabym teraz kajać się przed Wami jak bardzo mi szkoda, że nie jestem tak perfekcyjna jak Małgosia z pudełka tv, za to z satysfakcją przyznam, że robię wszystko, by nią nie być. Mogłabym bezskutecznie próbować zmienić Pana P. w idealnego męża Pani perfekcyjnej. Ale wtedy przestałby być Nim. Mogłabym też do tej obłędniej pogoni za czasem wciągnąć naszego niemal trzylatka. On to dopiero ma w nosie zegarek i terminy. Dla niego czas jest równie elastyczny co figurki ulepione z ciastoliny. Potwierdza to codzienne - mogę się jeszcze chwilę pobawić? ploooose! - podczas gdy zegar nieubłaganie przypomina, że pora wychodzić do pracy.

Jako, że czas dla dziecka, absolutnie nie może być towarem reglamentowanym, od czasu do czasu sami zmieniamy się z Panem P. w dzieci. Jesteśmy żywym przykładem na to, że da się tańczyć z małoletnim jednocześnie zmywając naczynia oraz udzielać mu pierwszej lekcji jazdy na koszyku sklepowym korzystając z wolnych alejek w spożywczaku. Można też sprzątać mieszkanie i śpiewać wspólnie w trybie high volume przeboje Abby z dedykacją dla wszystkich sąsiadów. Pamiętajcie, że małych ludzi trzeba traktować poważnie, jak równych sobie i być dumnym z tego, że oni sami lubią Cię bardziej niż swoich rówieśników. I w końcu zamiast zastanawiać się nad tym, co wypadałoby zrobić, warto czasem zrobić coś bez zastanowienia (pod warunkiem, że nie narusza przepisów BHP i ogólnie przyjętych zasad współżycia społecznego).

Ja - roztrzepana pedantka trafiłam na poukładanego lekkoducha, a Krzysztof okazał się być indywidualistą do kwadratu.W tym niezwykłym składzie próbujemy codziennie spiąć harmonogram dnia z wrodzoną fantazją i wiecie co? Robimy wszystko, by nam się to  udało nie przykładając zbytniej uwagi do konwenansów.

Uraczę Was jeszcze kilkoma zdjęciami tego młodzieńca, który prawie trzy lata temu wywrócił nasze już dosyć pogmatwane życie do góry nogami. Na fotkach jest On, zgraja rozhasanych potworów, a po drugiej stronie obiektywu My.

podpisano
Spółka.











Jeśli chcesz być na bieżąco z każdym nowym wpisem na blogu zapisz się do powiadomienia e-mail! Link na pasku bocznym →
Nowe artykułu będą trafiały wprost do Twojej skrzynki! 

Nie zapomnij też polubić pastelovenitki na Facebooku i obserwować na Instagramie! Dzięki temu pozostaniemy w kontakcie!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Piszę dla Ciebie, więc będzie mi miło jeśli zostawisz po sobie ślad w formie komentarza.

    /    t

Instagram